Co nas kręci, co nas podnieca – Kolumbijskie filmy z 1919 roku w reżyserii Nayha Jerzy. Montaż: Thuy Shakib Gatunek / Słowa kluczowe : Komedia, Romans, pojedynek, anglia Scenografia: Gadi Bhavna Wytwórnia: Worldview Entertainment Budżet: 522 337 937 $ Język: pangasinan Kostiumy: Aymira Laiton Scenariusz: Aseem Carlo Gatunek: Masala
Fragment komedii Woody'ego Allena CO NAS KRĘCI CO NAS PODNIECA, w którym dowiadujemy się, że jeśli chcesz, żeby Twoja żona piekła ciasta i chodziła do kościo
Kochani na tym profilu 99% to podniecający sie niezdrowo erotomani piszą w ukryciu przed żonami.Wszyscy chcą seksu a my też szukamy konkretnych i jak co do czego..to jak pies do budy tyłem i wtedy widać słabość.Silni w pisaniu, panowie piszcie do pism erotycznych to przynajmniej wpadnie wam pare groszy na papierosy i kwiaty dla
Беҳтарин дастовардҳои диаграмма аз ҷониби "To Co Nas Podnieca" дар ҳама чартҳои мусиқӣ ба даст оварда шудааст - 40 суруди беҳтарин, 100 суруди беҳтарин - ҳаррӯза, 10 суруди озори, 20 суруди писандида.
W pierwszym odcinku rozMOVIEonych odsłaniamy swoje twarze: filmowe, emocjonalne i ciekawskie. Zapraszamy na wspólną podróż przez doświadczanie kinomanii, tropiąc zachwyty i momenty przełomów. Wspominamy, dekonstruujemy, ale też rozczulamy się nad pierwszymi filmami i serialami tropiąc zawiły charakter rozwoju miłości do kina. Co nas kręci? Co podnieca? A co wkurza w kinie i
Fragment komedii Woody'ego Allena, w którym dowiadujemy się, jakich mężczyzn preferują ponętne dziewczęta z Południa Występują: Evan Rachel Wood ("Zapaśni
Co nas śmieszy, co nas podnieca, Gdańsk. 445 likes. Znani i lubiani, swoi i zagraniczni, bogaci lub bardzo bogaci, którzy w naszych głowach mówią zupełnie co innego, niż w mejnstrimowych wywiadach ;)
1 aktywny w tym 0 zarejestrowanych, 1 gość, 0 ukrytych . Najnowsze posty. Wszystko; Forum; Sufler; Komentarze
Zacytuję słowa piosenki Maryli Rodowicz: " Bo co nas podnieca To się nazywa kasa A kiedy w kasie forsa To sukces pierwsza klasa" Facebook อีเมลหรือโทรศัพท์
Quebonafide (Kuba Grabowski) Bollywood lyrics: [Intro] / Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa / I sztuki na obcas Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية
VdbEA. Dzisiaj jest 26-07-2022, 10:03 RnK Wilk morski Posty: 669 Rejestracja: 04-05-2007, 10:35 Patent: kapitan Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 15 razy Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... W tym roku bede 3 tygodnie w Chorwacji. Zastanawiam się między innymi, jak rozwiazac kwestie kieszonkowego. Slyszalem, ze najbardziej oplacalne jest placenie polska karta (posiadam Visa Electron BZWBK <30), dalej wyplaty z bankomatu, a na samym koncu - gotowka z kantoru. I stad moje pytania: -czy rzeczywiscie taka "hierarchia" jest sluszna? -gdzie mozna placic karta i od jakiej kwoty? -czy korzystac z bankomatow mozna dowolnie, czy sa lepsze i gorsze (czyt. tansze i drozsze)? No i jak ocenic ilosc gotowki do wziecia? Tzn. ile % calych wydatkow pojdzie zawsze w gotowce? Dodam, ze pytam wylacznie o kieszonkowe, nie interesuje mnie paliwo, porty, zarcie "calozalogowe"... skrzat Admirał Posty: 2933 Rejestracja: 18-03-2007, 14:24 Patent: nie posiadam Typ jachtu: pegaz + różne morskie Podziękował;: 9 razy Otrzymał podziękowań: 52 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: skrzat » 10-06-2009, 20:26 RnK napisał(a):Zastanawiam się między innymi, jak rozwiazac kwestie kieszonkowego. Slyszalem, ze najbardziej oplacalne jest placenie polska karta (posiadam Visa Electron BZWBK <30), dalej wyplaty z bankomatu, a na samym koncu - gotowka z kantoru. Skoro chodzi tylko o kieszonkowe, nie zastanawiałabym się nad tym...Różnice są naprawdę nieduże, przy małych wydatkach zwłaszcza - wybrałabym formę najwygodniejszą czyli mieszaną: gotówkę musisz mieć zawsze w kieszeni, gdyż trudno szukać bankomatu czy kantoru, gdy chcesz kupić lody. Euro wymienisz w każdym większym sklepie - zobaczysz, że dobrze "stoi", to wymienisz tym razem więcej. Nie kupuj pieniędzy na granicy - nie opłaca się, bo jest drogo. RnK napisał(a):No i jak ocenic ilosc gotowki do wzięcia? Tzn. ile % całych wydatków pójdzie zawsze w gotowce? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, jeżeli nie wiemy, czy wolisz świeże winecko od babci z przydomowej winiarni, czy też drogi proszek Macieq Admirał Posty: 1779 Rejestracja: 05-07-2007, 17:43 Lokalizacja: Wawa Patent: sternik morski Typ jachtu: różne Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 22 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Macieq » 10-06-2009, 20:40 Będąc w Chorwacji podczas majowego długiego, wyciągaliśmy kunowate ze ściany. Nasz oficer finansowy wyliczył, że tak jest najtaniej. Trzeba tylko pamiętać, by ograniczyć ilość wyciągań, bo ściana dolicza sobie marżę do każdej operacji. pozdrawiam skiera Francis Drake Admirał Posty: 1623 Rejestracja: 01-04-2007, 12:06 Lokalizacja: Bydgoszcz (warszawa) Patent: sternik Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 12 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Francis Drake » 10-06-2009, 20:41 skrzat napisał(a):Na to pytanie nie ma odpowiedzi, jeżeli nie wiemy, czy wolisz świeże winecko od babci z przydomowej winiarni, czy też drogi proszek Skrzacie, koledze chyba nie chodziło o napoje wyskokowe, tylko o procentowy udział gotówki w całkowitych wydatkach . ** Dodano: 2009-06-10, 20:43 **Macieq napisał(a):tak jest najtaniej Aż dziwne. Albo kantory tam zdzierają, albo wasz bank ma genialny przelicznik :]. Z reguły bankomat jest najmniej korzystny bo obca waluta jest przeliczana względem dolara bądź euro i zwłaszcza na takim podwójnym przeliczeniu banki zarabiają. Chyba, że ktoś ma konto walutowe . Tyle mamy za sobą przebytych mil... W tawernie pod dorodną flądrą... Mewy białe mewy, wiatrem rzeźbione z pian... skrzat Admirał Posty: 2933 Rejestracja: 18-03-2007, 14:24 Patent: nie posiadam Typ jachtu: pegaz + różne morskie Podziękował;: 9 razy Otrzymał podziękowań: 52 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: skrzat » 10-06-2009, 21:12 Francis Drake napisał(a):Skrzacie, koledze chyba nie chodziło o napoje wyskokowe, tylko o procentowy udział gotówki w całkowitych wydatkach . Zrozumiałam - napój wyskokowy jest przykładem różnicy, jaka niewątpliwie istnieje między 15 kun a 150. :] Chris_M Wioślarz Posty: 25 Rejestracja: 11-06-2009, 23:45 Patent: sternik morski Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 1 raz Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Chris_M » 12-06-2009, 01:51 RnK napisał(a):Slyszalem, ze najbardziej oplacalne jest placenie polska karta (posiadam Visa Electron BZWBK <30), dalej wyplaty z bankomatu, a na samym koncu - gotowka z kantoru. I stad moje pytania: -czy rzeczywiscie taka "hierarchia" jest sluszna? Z mojego doświadczenia wynika, że wypłata z bankomatu jest zdecydowanie najdroższa. Reszta już nie jest tak oczywista, bo zależy od zbyt dużej ilości czynników. Na drugim miejscu wśród najdroższych stawiałbym płacenie kartą złotówkową przeliczaną przez dolary. Natomiast najkorzystniejsze było płacenie kartą prowadzoną w euro, potem w trudnej do określenia kolejności kantor oraz karta złotówkowa przeliczana przez euro. Pozdrowienia, Krzysztof Dominiczek Wioślarz Posty: 44 Rejestracja: 02-05-2009, 17:23 Patent: sternik morski Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 4 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Dominiczek » 12-06-2009, 09:37 Z moich obserwacji najtaniej i najwygodniej jest płacić kartą. Z tym bankomatem to jest tak, że zdecydowanie nie ma sensu wypłata z kart kredytowych. Natomiast z kart płatniczych jak najbardziej. W Chorwacji waluta w jakiej prowadzona jest karta powinna być bez znaczenia bo tak czy tak idą 2 przewalutowania. Co do kwoty to musisz sam określić budżet jaki chcesz przeznaczyć na rozpustę. Opróćz rozpusty musisz mieć jakąś kwotę na nieprzewidziane wypadki Ja osobiście zanim nie wyrobiłem sobie kart kredytowych zawsze pożyczałem na czas wyjazdu za granicę jakąś konkretną sumkę i wrzucałem na konto. Raz mi się przydało... Niby członek forum od jakiegoś czasu, ale w sumie to wciąż: Ja tu nowy jestem... Online Aldi Żeglarz Posty: 74 Rejestracja: 01-09-2008, 11:16 Lokalizacja: Poznań Patent: kapitan Podziękował;: 3 razy Otrzymał podziękowań: 4 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Aldi » 12-06-2009, 11:41 Potwierdzam co napisało wiekszość poprzedników. Najdroższa wersja ze względu na prowizję są wypłaty z bankomatu. Jeśli chodzi o pozostałe opcje - płacenie kartą OK ale w małych mieścinach, w małych sklepach, na odludnych wyspach nie przyjmują. Tam warto mieć gotówkę. Jesli chodzi o gotówkę to z majowego doświadczenia i z wcześniejszych lat powiem, że nie opłaca się kupować kun w Polsce!! Lepiej kupić euro i na miejscu w kantorze wymienić na kuny. Inaczej mówiąc kupując u nas za złotówki kuny będziesz ich miał mniej niż kpując u nas euro i tam wymieniając je na kuny. Warto też wiedzieć, że można płacić w chorwacji w euro, prawie wszędzie przyjmują (a przynajmniej nie spotkałem miejsca gdzie by nie przyjęli) ale małe restauracyjki zaokrąglają czasem lekko w górę przy przeliczaniu na swoją korzyść. Ile zabrać tej waluty, kieszonkowego - to zależy tylko od Ciebie. Jak nie chcesz nic kupować to 100kun bedzie za dużo, jak codziennie planujesz restauracje to 500 będzie mało ! ;P Hobby Styl Admirał Posty: 1446 Rejestracja: 03-05-2006, 00:20 Lokalizacja: Poznań Patent: sternik morski Podziękował;: 2 razy Otrzymał podziękowań: 73 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: Hobby Styl » 12-06-2009, 23:21 Francis Drake napisał(a):koledze chyba nie chodziło o napoje wyskokowe, tylko o procentowy udział gotówki w całkowitych wydatkach Myślę że to 19,567 % :] Przecież tak naprawdę to zależy czy lubi zjeść i wypić czy raczej zadowala go woda mineralna... nauta Admirał Posty: 1869 Rejestracja: 07-03-2006, 20:07 Lokalizacja: Warszawa Patent: kapitan Typ jachtu: mogą być nawet drzwi od stodoły Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 25 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: nauta » 15-06-2009, 23:43 Będąc w Chorwacji podczas majowego długiego, wyciągaliśmy kunowate ze ściany. Nasz oficer finansowy wyliczył, że tak jest najtaniej. Trzeba tylko pamiętać, by ograniczyć ilość wyciągań, bo ściana dolicza sobie marżę do każdej operacji. Zależy, np. mbank (i chyba City) mają wypłaty bezpłatne. Chociaż to trzebaby sprawdzić, czy na kursie nie rżną tak, że wychodzi drożej niż z prowizją (10PLN?)Francis Drake napisał(a):Z reguły bankomat jest najmniej korzystny bo obca waluta jest przeliczana względem dolara bądź euro i zwłaszcza na takim podwójnym przeliczeniu banki zarabiają. Chyba, że ktoś ma konto walutow Zawsze (z jakąś dokładnością) i tak będzie przeliczane przez USD albo EUR. Jak ktoś zna bank oferujący konto walutowe w kunach (i innych żeglarskich) walutach, z możliwością wypłat bezpośrednio z konta, to chętnie posłucham. Z własnego doświadczenia wiem, że tego typu patent na pewno działa na USD w City i wypłatach w USA. Z innej strony patrząc przeliczanie przez EUR teoretycznie powinno być związane z mniejszymi wahaniami (kursy PLN/HRK i EUR są względem siebie bardziej stabilne niż względem USD) Dominiczek napisał(a):zdecydowanie nie ma sensu wypłata z kart kredytowych To wynika z definicji karty kredytowej Navigare necesse est, vivere non est necesse Online plitkin Posty: 19243 Rejestracja: 29-11-2007, 21:45 Patent: sternik morski Typ jachtu: Był... Maxus 28 Nazwa jachtu: Była... Babooshka Podziękował;: 691 razy Otrzymał podziękowań: 1553 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: plitkin » 16-06-2009, 08:18 Zrob sobie symulacje i tyle. Wejdz na strone swojego banku i sprawdz kursy po jakich bedzie przeliczona transakcja. Wejdz do internetu i zobacz po jakim kursie kupilbys kuna. Dowiedz sie jaka moze byc prowizja od wyplaty z bankomatu oraz ewentualnie od transakcji karta. Kazdy ma inny bank, inna karte, inne warunki. Moim zdaniem karty sa najmniej oplacalnym srodkiem platniczym za granica, bo bank stosuje SWOJE tabelowe kursy, ktore zawsze sa gorsze od kursach w kantorach. Zreszta, jezeli juz mialbys tam jechac i wymieniac kase w kantorze, to nie polecam zabierac zlotowek, tylko usd czy eur. W tej chwili obie te waluty sa drogawe w Polsce. leo828 Admirał Posty: 1422 Rejestracja: 18-05-2008, 10:06 Lokalizacja: Tamiza Patent: żeglarz Typ jachtu: Colvic Sea Rover 28 Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 45 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: leo828 » 16-06-2009, 22:21 plitkin napisał(a):Moim zdaniem karty sa najmniej oplacalnym srodkiem platniczym za granica, bo bank stosuje SWOJE tabelowe kursy, ktore zawsze sa gorsze od kursach w kantorach. Trochę to dziwne bo mnie zawsze mówiono, że operacje na karcie zawsze są przeprowadzane w oparciu o średni, dzienny kurs bankowy na danym terenie. A ten jak wiadomo ustalany jest przez bank narodowy danego kraju. I wydaje mi się, że płacenie kartą płatniczą jest najtańsze. Zupełnie inną sprawą jest rodzaj karty. W tej chwili duża część sklepów (w miarę upływu czasu - coraz większa) w UK odmawia przeprowadzenia transakcji za pomocą karty Maestro i Visa Electron. Jeśli ta tendencja dotarła do Chorwacji to możesz mieć problemy. cogwheel Admirał Posty: 4739 Rejestracja: 18-05-2006, 20:36 Lokalizacja: Łódź Patent: żeglarz Podziękował;: 0 Otrzymał podziękowań: 62 razy Re: Bo to co nas podnieca, to sie nazywa... Post autor: cogwheel » 17-06-2009, 00:08 leo828 napisał(a):I wydaje mi się, że płacenie kartą płatniczą jest najtańsze. Też mi się tak wydawało. We Włoszech, na Węgrzech, we Francji, Hiszpanii, Słowacji płaciłem kartą (zwykłą - płatniczą, mBank) i nie było to specjalnie bolesne. Pamiętam za to zakup lirów (fakt, jak widać - czas jakiś temu) kartą w biurze informacji turystycznej w Sorrento i wypłatę w bankomacie (Via della Conciliazione - wiadomo gdzie ) - uuuuuuuu - to bolało mocno. Ponieważ w niedzielę lecę na urlop, liczę, że - koledzy - naprowadzicie mnie jeszcze na dobre tory (jeśli się mylę). Wróć do „Morza i oceany świata” Przejdź do SailForum na dzień dobry ↳ Zanim zaczniesz Jachty ↳ Opinie, testy, informacje ↳ Nasze jachty ↳ Prace bosmańskie, naprawy, remonty, szkutnictwo ↳ Żagle, silniki, osprzęt, wyposażenie, ekwipunek ↳ Elektronika jachtowa ↳ Transport jachtów i wszystko z nim związane ↳ Wielokadłubowce Żeglowanie ↳ Praktyka żeglarska ↳ Teoria żeglowania ↳ O szkoleniach, kursach i egzaminach ↳ Locja ↳ Nawigacja ↳ Meteorologia ↳ Ratownictwo ↳ Sygnalizacja i łączność ↳ Prawo, przepisy i ubezpieczenia Regaty ↳ O regatach słów kilka ↳ Regaty krajowe i zagraniczne Żeglarze, czyli my ↳ Organizacje i kluby żeglarskie ↳ Spotkania forowiczów ↳ Kultura i zwyczaje żeglarskie ↳ Opowieści i wspomnienia ↳ Rejsy dalekie i bliskie, wielkie i małe ↳ Profesjonaliści Akweny ↳ Mazury ↳ Zalew Szczeciński ↳ Zatoka Gdańska, Zalew Wiślany, Pętla Żuławska ↳ Pojezierze Iławsko-Ostródzkie, Kanał Elbląski ↳ Zalew Sulejowski ↳ Zalew Zegrzyński ↳ Inne akweny śródlądowe Polski ↳ Rzeki, kanały i jeziora Europy ↳ Bałtyk ↳ Morze Śródziemne, Adriatyk i Morze Czarne. ↳ Pozostałe akweny wokół Europy ↳ Morza i oceany świata Wokół żagli ↳ Szanty ↳ Targi, zloty, imprezy ↳ Strony www ↳ Windsurfing & bojery ↳ Forum motorowodne ↳ Modelarstwo ↳ Żeglarskie rozmaitości Ogłoszenia żeglarskie - Czarter jachtów, handel i usługi, rejsy, wolna koja. ↳ Sprzedam jacht ↳ Jachty motorowe, hausbot-y ↳ Sprzedam - wykonam - oddam - oferuję ↳ Kupię - zlecę - poszukuję ↳ ANA Charter - jak oszukano żeglarzy ↳ Rejsy ↳ Czarter za granicą ↳ Czarter w Polsce ↳ Kursy, szkolenia, warszaty ↳ Praca - zatrudnię, zlecę, poszukuję SailForum na co dzień ↳ Pomagamy ↳ Konkurs - Kalendarz 2019 ↳ Konkurs - Kalendarz 2018 ↳ Złoty Pagaj 2014/2015 ↳ Konkursy SailForum i Plusa Kto jest online Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Podobno facetów podniecają pończochy, okulary (sic ?!), koronkowa bielizna, szpilki, ołówkowa spódnica i letnia sukienka. Serio? Podobno kobiety dzielą się na dwie grupy – te które z normalnego faceta zrobią idiotę, i takie, które z idioty uczynią mężczyznę. Mózg. Ogólnie rzecz biorąc się zgadza. Niewiele trzeba, by jakiegoś biednego, nieświadomego niczego człowieka, żyjącego w spokoju i niewadzącego nikomu doprowadzić do stanu przedzawałowego. Bogatego, świadomego też się da. W obu przypadkach trzeba wiedzieć jak to zrobić, a tu już faktycznie centrum sterowania (manipulowania, w końcu o kobietach mówimy) jest potrzebne. Mózg. Ha ha ha. Dawno, dawno temu za górami, za lasami, tysiąc lat temu, wyobraźcie sobie taką scenę. Jedną z miliona podobnych, powtarzanych codziennie. Miejsce zadymione do granic możliwości, różnymi rzeczami, okien brak tzn. są, ale jakby ich nie było. Bilard, fliper, bar w kącie. Mnóstwo dziewczyn, mnóstwo chłopaków. Wszyscy wyglądają jak nędzarze, palą, piją, grają. Scena pierwsza. Drzwi się otwierają. Wchodzi J., w jakimś przedziwnym prochowcu i ciemnych okularach. Nawet mówić nic nie musi. Każda z nim wyjdzie, żeby nie powiedzieć pójdzie. O ile nie zrobiła tego wcześniej. Scena druga. Obok flipera stoi zupełnie niepozorny chłopak w pomarańczowej bluzie w paski. Codziennie w tej samej, codziennie w tym samym miejscu. I działa podobnie jak ten w prochowcu. No i co w takim razie nas podnieca? Mózg zostawiamy w spokoju. Zakładasz letnią sukienkę i sandałki na szpilce. Bosze. Bez mózgu nie jest źle, a z mózgiem trup ściele się gęsto. Ale i tak wychodzisz z J. Tym razem nie ma prochowca, nie szkodzi. Ołówkowa spódnica działa zawsze. Jeśli trzeba załatwić sprawy niezałatwialne. Przeszmuglować przez granicę, zezwolenie uzyskać, podpisać, zaświadczyć, przysięgać, wyjść za mąż, wyjść z depresji. Ołówkowa spódnica musi być. Ona działa zawsze. I szpilki. W szpilkach świat wygląda bardziej przejrzyście, klarownie. No i nogi są zdecydowanie dłuższe. Nawet do dresowych spodni. A długie nogi też potrafią zdziałać cuda. Z mózgiem bardziej, bo lepiej widzą i dalej zajdą. Co nas podnieca? To jest dopiero zagadka. Nieuchwytna. Lotna brygada. I kto kim manipulował? Mózg? Raczej atawistyczny instynkt. Pewnie, że socjologia nam wszystko wyjaśni. Pusta lala w mini może się bujać na drzewo. Ona nie gra w grę. Nie zna zasad.
Wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale każdy chce to zbadać osobiście. Takich badaczy z roku na rok przybywa. Z ostatniego raportu „World Wealth Report 2007”, opracowanego wspólnie przez firmy Merrill Lynch i Capgemini, wynika, że w 2006 r. na świecie było 9,5 mln osób, mających aktywa powyżej miliona dolarów. To o 8,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Krainą bogaczy jest Ameryka Północna — mieszka ich tam aż 3,2 mln. Na drugim miejscu jest Europa (2,9 mln), potem Azja i kraje Pacyfiku (2,6 mln). Nietrudno się domyślić, że najbiedniejsze regiony to Ameryka Łacińska, Bliski Wschód i Afryka, gdzie łącznie mieszka 800 tys. zamożnych. Rekiny finansów Bill Gates już nie jest najbogatszy. Ze swoimi marnymi 58 mld dol. zasłużył w tym roku jedynie na trzecie miejsce na światowej liście najbogatszych według magazynu „Forbes”. Założyciel Microsoftu przez 13 lat zajmował pierwsze miejsce, ale teraz zdetronizował go kolega z brydża — Warren Buffett, który ma już 62 mld dol. Tylko w zeszłym roku ten najbardziej znany inwestor giełdowy zarobił 10 mld dol. Na drugim miejscu rankingu znalazł się meksykański potentat branży telekomunikacyjnej Carlos Slim Helu, który uzbierał 60 mld dol. Najbogatszym Europejczykiem jest Ingvar Kamprad, założyciel sieci szwedzkich sklepów z meblami Ikea. Jego majątek „Forbes” wycenia na 31 mld dol., co daje mu siódme miejsce na świecie. Jest też dobra wiadomość dla humanistów — nawet na kulturze można zarobić kokosy. Na listę miliarderów „Forbes’a” trafiła Joanne Rowling, autorka książek o Harrym Potterze, która jeszcze dziesięć lat temu miała poważne problemyfinansowe. — Jesteśmy świadkami ogromnych zmian w rankingu najbogatszych i nie chodzi tylko o spadek pozycji Billa Gatesa. Od kilku lat maleje liczba Amerykanów w rankingu. Spośród tysiąca najbogatszych jest ich już tylko 420. Przybywa natomiast Rosjan, Hindusów i Chińczyków. Polaków też przybywa, chociaż nie tak błyskawicznie — komentuje zestawienie Łukasz Wróbel, analityk Open Finance. Polskie fortuny to pestka. Wśród tysiąca najbogatszych tylko czterej to nasi rodacy. W pierwszej pięćsetce znalazł się jedynie Leszek Czarnecki, właściciel grupy Getin Holding oraz firmy LC Corp, budującej we Wrocławiu najwyższy budynek w Polsce. Najzamożniejszy Polak miał na początku tego roku 6,4 mld, ale złotych. W dolarach to jakieś 2,6 mld, czyli prawie 24 razy mniej, niż ma największy bogacz świata. Na dalszych miejscach uplasowali się Michał Sołowow, Ryszard Krauze, Jan Wejchert, Roman Karkosik i Bogusław Cupiał. Świat się bogaci Ale nie tylko bogaczom żyje się na świecie lepiej. Większość krajów ma coraz sprawniej działające gospodarki i coraz wyższe średnie zarobki. Wśród prymusów od lat najlepiej wypadają Chiny, ze wzrostem gospodarczym 10,5 proc. w 2006 r. Dynamicznie rozwijają się również Indie (8,8 proc.) I kto jeszcze? Oczywiście producenci surowców. Na przykład Wenezuela, która dzięki swym złożom ropy naftowej miała w 2006 r. wzrost gospodarczy 10,4 proc. Także Polska w „World Wealth Report” wypada całkiem nieźle. Autorzy zaznaczają, że w 2006 r. nasze PKB wzrosło o 5,5 proc, czyli więcej, niż światowa średnia (5,4 proc.). Ten większy dochód narodowy nieźle przekłada się na kieszeń statystycznego Polaka, którego przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w 2007 r. wynosiło — według Głównego Urzędu Statystycznego — 2,7 tys. zł, czyli o 8,7 proc. niż rok wcześniej. Wraz ze wzrostem zarobków rośnie — to kolejna dobra wiadomość — udział naszych oszczędności w PKB. Z obliczeń serwisu Analizy Online wynika, że w zeszłym roku ten odsetek wzrósł z 45 proc. do 62 proc. Ale i tak, przy tak wysokiej dynamice, polskie oszczędności są mikroskopijne w porównaniu do zachodnich standardów. Średnia relacja oszczędności do PKB w 2006 r. w krajach Europy Zachodniej wynosiła 220 proc., czyli była trzykrotnie wyższa niż w Polsce. Aby dorównać zachodnioeuropejskim standardom, przy dzisiejszym PKB wartość naszych zaskórniaków powinna przekraczać 2 bln zł. Tymczasem wynosi niecałe 700 mld zł. l Leszek Czarnecki Mierzy wysoko, ale czasem nurkuje Najbogatszy w Polsce, 446 na świecie według rankingu „Forbes’a”. Majątek szacowany na 6,4 mld zł. W najnowszym, czerwcowym rankingu najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”, zajmuje dopiero trzecie miejsce i ma 6,3 mld zł. Akcjonariusz spółek Getin Holding, Towarzystwa Ubezpieczeniowego Europa, wyspecjalizowanego w obsłudze bogatych klientów Noble Banku oraz większości akcji spółki deweloperskiej LC Corp, która we Wrocławiu buduje najwyższy wieżowiec w Polsce. Uwielbia nurkowanie, zastanawiał się nad lotem w kosmos. Ryszard Krauze Dobrze zarobił na inwestorach Trzeci w Polsce, 897. na świecie, 3,45 mld zł majątku według obliczeń „Forbes’a”, a według „Wprost” — siódmy, z 3,9 mld zł fortuny. Kontroluje spółki Bioton (biotechnologia), Petrolinvest (nafta) i Polnord (deweloperka). Człowiek, który potrafi zarobić w jeden dzień miliard złotych. Tak stało się lipcu 2007 r., gdy Petrolinvest zadebiutował na giełdzie w cenie o 72 proc. wyższej od emisyjnej. Jednak później kapitalizacja spółki spadła. Bogusław Cupiał Zakablował sport Według „Wprost” ma 5 mld zł, co daje mu piąte miejsce w zestawieniu. Właściciel drużyny piłkarskiej Wisła Kraków, zakładu recyklingu odpadów i jednej z największych firm na świecie produkujących kable — Telefonika Kable. Sprzedają się one w ponad 80 krajach, zostały użyte do okablowania stadionów EURO 2012 i obiektów igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 r. Martyna Mroczek
„Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks” – śpiewała Maryla Rodowicz. Seks (i przyjemność z niego płynąca) to w naszej kulturze nadal temat tabu. Owo tabu bezkompromisowo bierze na warsztat Danuta Awolusi w swojej najnowszej powieści. „Liczyła na to, że seks będzie tym, co znajdowała w książkach obyczajowych i komediach romantycznych. Ekstazą, ogniem, rozkoszą, po którą sięga się z radością. A jednak fajerwerków nie było. mama miała rację: seks to rozbuchana przez media machina marketingowa”. Danuta Awolusi (fot. Katarzyna Kosakowska) Danuta Awolusi, ceniona pisarka, autorka książek obyczajowych i reportaży, którą znacie z kursów Pasji Pisania (prowadzi cieszące się dużą popularnością trzygodzinne warsztaty: „Jak wydać książkę w tradycyjnym wydawnictwie” oraz „Promocja autora”) powraca z nową znakomitą powieścią Blisko, coraz bliżej. Na okładce możemy przeczytać: „Ta książka powstała z miłości do kobiet. Dasz się zaprosić do… rozmowy?”. Głównym tematem jest seks. Co ważne nie funkcjonuje tu jako skandalizujący marketingowy wabik. Danuta Awolusi może i zszokuje czytelnika, ale tylko po to, aby przedstawić to, co zbyt często w naszej codzienności zostaje przemilczane. A to wszystko w trzech historiach spokrewnionych lub spowinowaconych ze sobą kobiet żyjących w stolicy. Róża dobiega czterdziestki. Ma poukładane życie – pracę, którą lubi, kochającego, oddanego męża, nastoletnią córkę, może i buntującą się, ale zarazem mądrą i dojrzałą. Zdawałoby się, że nie sposób znaleźć powody do narzekań. Kiedy Róża przez przypadek przyłapuje swoją ledwo dorosłą siostrzenicę w sytuacji intymnej, w toalecie dla nauczycieli, jest zszokowana. Tina wcale nie wygląda tak, jakby zbliżenie z chłopakiem sprawiało jej wyjątkową przyjemność. Prawda jest taka, że w idealnym życiu Róży jest poważna rysa: choć prowadzi regularne życie seksualne, nigdy nie dostała orgazmu: „Czasem, gdy kochali się z Bogdanem, zastanawiała się nad pytaniami na kartkówkę albo nad tym, jak utemperować dwóch uczniów z 1C, którzy dawali się jej we znaki. Róża była zdania, że seks jest zdecydowanie przereklamowany. Albo, co o wiele bardziej do niej przemawiało, to z nią coś jest nie tak. Szybko przeszła do porządku dziennego nad tym, że jej ciało po prostu nie reaguje na pieszczoty. Dotyk Bogdana nie był nieprzyjemny, ale też nie robił na niej żadnego wrażenia. (…) Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, niezmiennie od kilkunastu lat. nie tak powinna się czuć w łóżku z kochającym mężem”. Jagoda miała wszystko: świetną pracę z obiecującymi perspektywami, męża, z którym fantastycznie się dogadywała, małe dziecko, kochających rodziców. Nagle dochodzi do tragicznego wypadku drogowego. Sprawca ginie, a Jagoda zostaje sparaliżowana. Można by się spodziewać – jak to w wielu powieściach bywało – że mąż ją zostawi, a ona sama z mozołem będzie odnajdywać się w nowej rzeczywistości. Nic bardziej mylnego! Jagoda pozostała silną kobietą i po kilku latach mogła wrócić do aktywnego życia – nawet jeśli nie wstała z wózka inwalidzkiego. Czarek ani myślał o porzuceniu żony. Wspierał ją, na ile mógł. A jednak nie każda dziedzina życia ułożyła się na nowo: „Nie kochali się od czterech lat i wszystko wskazywało na to, że tak już zostanie. Jagoda była pewna, że po wypadku zapomni o seksie. Nie spodziewała się jednak, że jej udręczone, poddane próbie ciało tak bardzo ją zaskoczy. Po prostu to pojawiło się w jej głowie. Nagle spojrzała na Czarka i przypomniała sobie, jak bardzo go kiedyś pożądała. Wystarczyła iskra, aby lądowali w łóżku, pozbawieni obaw, ciekawi siebie. Tak, miała wtedy sprawne nogi i wrażliwą łechtaczkę, która pozwalała jej przeżywać wspaniałe orgazmy. Te czasy się skończyły, ale najwyraźniej mózg nie dopuszczał do siebie takiej informacji. Jagoda, chcąc nie chcąc, pozostała istotą seksualną”. Kamila robi karierę jako youtuberka i menadżerka marketingu. Świadomie układa swoje życie uczuciowe. Z ostatnim stałym partnerem rozstała się kilka lat wcześniej. Chcąc odpocząć od wiążących relacji, spotykała się bez zobowiązań. Jednak teraz jest już gotowa na nowy związek. Przez przypadek poznaje nieco nieśmiałego Wojtka. To mężczyzna niemal idealny. Zapowiada się związek z przyszłością, Kamili i Wojtkowi układa się cudownie – z wyjątkiem spraw alkowy. Kamila lubi seks, ale zbliżenia z Wojtkiem pozbawione są pasji, prawdziwej namiętności, wydają się wymuszone. Ona, taka silna i przebojowa, nagle staje się zupełnie zagubiona: „W pracy zyskała opinię wyuzdanej nimfomanki. W domu seks schował się gdzieś pod łóżkiem, poza zasięgiem. Mimo to, choćby chciała, nie mogła powiedzieć, że Wojtek to zły facet, czy choćby wybrakowany. I chyba właśnie to uwierało ją najmocniej: chłopak o dobrym sercu, chłopak, którego nie dało się kochać. Chłopak, którego się nie zostawia”. Danuta Awolusi w swojej powieści dotyka spraw bardzo delikatnych. Takich, o których nie zwykliśmy mówić głośno (jak celnie zauważy Jagoda, przełamując własne bariery związane z mówieniem o seksie: „Tu nawet pełnosprawni mają problem, żeby mówić o współżyciu”). To wymaga niezwykłej pisarskiej odwagi. Sposób ujęcia tego tematu może szokować (niektóre rozmowy czyta się z pewnym dyskomfortem jako wręcz nazbyt intymne), ale przecież chodzi o to, aby uświadomić czytelnikom ich własne bariery wynikające z presji społecznej. Dotyczy to także bohaterek. Wycofana Róża dzięki edukatorce seksualnej mimo wielu oporów, odkrywa na nowo własne ciało i rozkosze, które może jej oferować. Podobnie musi podejść do swojego ciała sparaliżowana Jagoda (to kolejny tabuizowany temat – przecież osoby niepełnosprawne nie zostają pozbawione potrzeb seksualnych). Dla niej powrót do regularnego współżycia jest niezwykle istotny: „Nie narzekam. Chciałabym jednak wrócić do pełni życia. Akurat seks jest takim ostatnim bastionem, którego jeszcze nie zdobyłam. I tu nawet nie chodzi o to, że mam jakieś wielkie ambicje. Po prostu poczułam, że nadal pragnę seksu i że mogę być aktywna. Mogę osiągnąć coś, co wydawało mi się niemożliwe. Po wypadku myślałam, że nigdy nie będę się kochać. A teraz się okazuje, że wręcz przeciwnie, ta sfera życia wciąż jest dla mnie dostępna”. W powszechnym mniemaniu seks jest czymś pożądanym, nobilitującym, pozostającym ważną częścią życia. Jeśli w tej sferze coś się nie układa, kobiety i mężczyźni mogą czuć się wybrakowani, niepełni. To właśnie spotyka niektórych bohaterów Blisko, coraz bliżej. Choć pojawiają się w tej powieści rozmaite wątki poboczne i niemało tu bohaterów (choć tylko kilkoro z nich dobrze poznamy) wszystko sprowadza się do spraw związanych z seksem. Co istotne, nie mamy do czynienia z tanią powieścią erotyczną. Danuta Awolusi podchodzi do tematu z szacunkiem, bez taniej sensacji. Dla swoich bohaterów ma wiele zrozumienia. Zwraca uwagę na palące kwestie społeczne. Seks to ważna część życia i każdy chętny powinien czerpać z niego przyjemność. Dotyczy to również niepełnosprawnych, którzy nie muszą zamykać tej sfery życia (jakże przejmująco brzmią słowa Jagody: „Chcę wiedzieć, że wypadek odebrał mi tylko część sprawności. Nie moją kobiecość, nie siłę”). Z drugiej strony autorka Macoch nie zapomina o tym, że: „Seks to żaden przymus. To nie jest obowiązek ani coś, bez czego człowiek nie jest kompletny”. Właśnie to wieloaspektowe, mądre ujęcie niełatwej problematyki przekonuje najbardziej. Na uwagę zasługuje też fabuła – jeśli pojawiają się w tej powieści nieco wyeksploatowane przez literaturę obyczajową wątki, Danuta Awolusi prowadzi je do zaskakujących rozwiązań. Bohaterowie nie są udziwnieni, właściwie nie ma tu czarnych charakterów – są bardzo prawdziwi ludzie, czasem nieszczęśliwi, czasem bezradni. A Róży, Jagodzie i Kamili chce się kibicować. Sięgnijcie koniecznie po Blisko, coraz bliżej Danuty Awolusi. Ta powieść zapewni wam nie tylko ciekawą rozrywkę, ale też skłoni do refleksji. To niewątpliwie ważna książka. Dość gaszenia światła w sypialniach! Porozmawiajmy. Źródło cytatów: Danuta Awolusi, Blisko, coraz bliżej, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań 2022.