Autorzy programu odnaleźli pomnik amanta dwudziestolecia międzywojennego Zbigniewa Staniewicza. Aktor był znany z ról w filmie i teatrze. Zmarł zaledwie w wieku 28 lat. Dziś jego grób jest zniszczony, zarośnięty dzikimi roślinami, a po pomniku, według autorów programu mają przewalać się puszki po piwie. Oto kilka porad, które pomogą Ci skutecznie przygotować się do sesji plenerowej i studyjnej. Przygotowałam dla Ciebie 8 kroków, które pozwolą Ci na lepsze przygotowanie się do sesji. Dzięki nim będziesz wiedział/a jak się ubrać, jakie pozy wybrać i jak zrelaksować się przed obiektywem. Nowa wersja pięknego filmu o przyjaźni rodzeństwa i mądrego teriera o imieniu Benji. Piesek oderwany od matki krótko po urodzeniu błąka się po nieprzyjaznym mieście do momentu, kiedy zostaje przygarnięty przez Cartera i Frankie. Kiedy chłopiec i dziewczynka zostają uprowadzeni, ich czworonożny przyjaciel rusza im na ratunek. Sprzęt multimedialny: komputer, ewentualnie podłączony do telewizora projektor multimedialny/tablica interaktywna, Egzemplarze dramatu „Zemsta” A. Fredry. Indeks górny 1. 1 i kserokopie wybranych scen, Elementy scenografii, kostiumy i rekwizyty do wybranych scen (przygotowane przez uczniów), Płyty CD/DVD z nagraną muzyką i efektami Mnie ciągnie do tej sceny jak niewiem. Chodzę do szkoły muzycznej 1 stopnia,jeżdżę na konkursy, zarówno gitarowe jak i pisania dyktand jestem w 4 klasie i gram na gitarze, a gdy byłam jeszcze w przedszkolu zajęłam 1 miejsce w konkursie recytatorskim, to samo osiągnięcie powtórzyłam w 1 i 2 klasie, a w 4 miałam 2 miejsce. Aktor korzystał ze zdjęć, które najpierw zostały "zredukowane" do jak najbardziej podstawowych przedstawień danych postaci. Następnie wydruki portretów wybranych przez Deppa sław były przez niego ręcznie zdobione. Depp rozcierał na nich rękami farby oraz rysował po nich markerami akrylowymi i olejowymi. Nieco żartobliwa rozmowa Kingi Burzyńskiej z Borysem Szycem z pewnością zachęciła fanki aktora do obejrzenia kolejnego odcinka serialu. Prowadząca "Dzień dobry TVN" zdradziła, że we wtorek w "Przepisie na życie" zobaczymy gołą pupę Szyca. - To będzie pierwsza tak odważna scena erotyczna w polskim serialu - zażartował Borys W rzeczywistości pomagają przygotować scenę dla aktora z Moskwy – powiedział prezydent Ukrainy. O komentarz do słów ukraińskiego w przywódcy w RMF 24 poproszony został Piotr Mueller. Uchodził za aktora o smutnej twarzy z duszą imprezowicza. Edmund Fetting był przystojny, elegancki i niesamowicie działał na kobiety. Zakochała się w nim Agnieszka Osiecka, podobnie jak wiele innych, 1. Proszę przygotować motyw martyrologii w cz. III "Dziadów"; przeanalizować sceny, napisać konkretnie, w której scenie występuje ten motyw i go opisać podaj przykłady z utworu. Martyrologia- męczeństwo. 2. Na podstawie prologu cz. III "Dziadów" proszę stworzyć portret literacki Konrada- scharakteryzować go. DvknfGU. Dla osób zainteresowanych zawodem aktora istnieje kilka możliwości rozpoczęcia pracy w tej branży. Jedną z możliwości jest zgłaszanie się na castingi - zdarza się, że dzięki temu osoby bez wykształcenia kierunkowego i żadnego przygotowania uzyskują możliwość grania w reklamach, serialach lub filmach pełnometrażowych, co w rezultacie staje się początkiem ich przygody z aktorstwem. Do takich castingów można zgłaszać się bez żadnego wcześniejszego przygotowania aktorskiego, ale można również ukończyć aktorską szkołę policealną. Nauka w takiej szkole trwa z reguły 2 lata i obejmuje zagadnienia związane z podstawami pracy aktorskiej - ruch sceniczny, technika gry, dykcja, etiudy, taniec, ekspresja ruchu, interpretacja tekstu. Obok zajęć praktycznych uczniowie zdobywają teoretyczną wiedzę z zakresu historii teatru, filmu, kultury, sztuki i często dziennikarstwa. Szkoły te umożliwiają zapoznanie się z warsztatem gry aktorskiej i dają cenne przygotowanie zawodowe. W ramach samokształcenia kandydaci na aktorów mogą także brać korepetycje od zawodowych aktorów, najczęściej jednak jest to opcja bardzo kosztowna i nie zawsze jest możliwość jej zrealizowania. Najpopularniejszym sposobem jest natomiast ukończenie jednej z wyższych szkół aktorskich. Uczelnie te mają już wypracowaną renomę, zaznajamiają studentów z pracą aktorską i uczą warsztatu. Należy jednak pamiętać, że konkurencja na rynku pracy w tej branży jest bardzo duża i nawet ukończenie szkoły i uzyskanie dyplomu nie zagwarantuje tak naprawdę pracy w zawodzie. Ubiegając się o przyjęcie na studia należy z reguły dostarczyć: wypełnione podanie o przyjęcie na studia świadectwo dojrzałości (oryginał lub odpis) kserokopię dowodu osobistego zdjęcia legitymacyjne zaświadczenie lekarskie orzekające zdolność wykonywania zawodu aktora dowód uiszczenia opłaty rekrutacyjnej W pierwszej kolejności kandydaci przystępują do egzaminu, podczas którego prezentują wybrane przez siebie wiersze, monologi, fragmenty prozy i utwory wokalne. Osoby, które zdadzą egzamin z wynikiem pozytywnym przystępują do eliminacji I stopnia, które mają charakter selektywny. Kandydaci, którzy przejdą pomyślnie ten etap przystępują do eliminacji II stopnia, zaś na samym końcu muszą zdać jeszcze egzamin konkursowy. Dopiero na tej podstawie tworzona jest lista osób przyjętych do szkoły. Podczas 4-letniej nauki studenci zdobywają wiedzę z zakresu historii kultury, sztuki, teatru, filmu, literatury czy kostiumologii. Odbywają zajęcia z rytmiki, tańca, wymowy i emisji głosu oraz oczywiście biorą udział w ćwiczeniach aktorskich (ruch sceniczny, sceny dialogowe, zadania aktorskie). Po ukończeniu nauki studenci przystępują do obrony pracy magisterskiej oraz przygotowują przedstawienia dyplomowe. Absolwenci szkół aktorskich otrzymują tytuł magistra sztuki. Zobacz również:Aktor/aktorka - opis i zarobki TOMASZ DOMAGAŁA Twoja niemiecka droga prezentuje się wspaniale: Sen nocy letniej, Noc św. Bartłomieja, Poskromienie złośnicy, Bokser, Księgi Jakubowe, Dziewica Orleańska, Złoto Renu i wreszcie Werter. Osiem przedstawień w pięć lat! Co ciekawe, jest to również droga przez tematy i autorów. Jak to wszystko się zaczęło?EWELINA MARCINIAK Kilka lat temu zostałam zaproszona z jednym z moich pierwszych spektakli – Amatorkami z Teatru Wybrzeże – do Strasburga na festiwal teatralny poświęcony twórczości młodych reżyserów. Choć nie było to w tamtym czasie takie proste, dyrektor Adam Orzechowski zrobił wszystko, żebyśmy tam pojechali. W Strasburgu mój spektakl zobaczył Peter Carp, ale odezwał się do mnie dopiero po kilku latach, gdy pracowałam nad Księgami Jakubowymi w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Zaproponował współpracę, której ja się bardzo bałam, ponieważ gdy byłam studentką, teatr niemiecki był dla mnie jednym z najważniejszych punktów odniesienia, śledziłam, co się w nim dzieje, jeździłam na Rozumiem, że kultura języka niemieckiego jest Ci bliska?MARCINIAK Tak, jak najbardziej, chociaż trochę żałuję, że nie mówię w języku Goethego, aczkolwiek dużo już rozumiem. Obawiałam się propozycji Petera, bo miałam poczucie, że praca w Niemczech byłaby realizacją mojego wielkiego marzenia. Dlatego, gdy się już tego zadania podjęłam, bardzo mi zależało, żeby ten Sen nocy letniej w teatrze we Fryburgu wyszedł jak Kto w niemieckim teatrze proponuje tytuł, dyrektor, jak na przykład w Hiszpanii, czy może jak u nas – reżyser?MARCINIAK W moim przypadku to była rozmowa. Od razu zdecydowaliśmy się na Szekspira, choć musieliśmy omówić wybór konkretnego tytułu. Dyrektor miał swoją listę sztuk, ja swoją, Sen nocy letniej zaś był na obu. Muszę przyznać, że choć praca ta była wielkim wyzwaniem, zarówno dla mnie, jak i dla teatru, Peter Carp dał mi dużo przestrzeni twórczej i oddał do dyspozycji swój wspaniały zespół. Prywatnie zaś zaimponował mi tym, że nim odbyła się premiera i ukazały się jakiekolwiek recenzje, w tygodniu przedpremierowym, kiedy spektakl zanurzony był jeszcze w lekkim chaosie, przyszedł do mnie i powiedział, że bardzo chciałby, bym do Fryburga wróciła. Grająca we Śnie nocy letniej Rosa Thormeyer zaprosiła na spektakl Joachima Luxa, dyrektora Thalia Theater, czego wynikiem była propozycja z Hamburga, z kolei dramaturg Michael Billenkamp opowiedział o mnie swojemu koledze Christianowi Holtzhauerowi, dyrektorowi Teatru Narodowego w Mannheim, i tak powstała Dziewica Orleańska. Wszystko więc zawdzięczam ludziom, z którymi się spotkałam. To wielkie szczęście w moim Wróćmy do Snu nocy letniej, bo to chyba przełomowy dla Ciebie spektakl, przynajmniej w Niemczech. Co Cię zaskoczyło w pracy we Fryburgu?MARCINIAK Na pewno byłam zaskoczona liczbą asystentów czy niosących różnoraką pomoc wolontariuszy. Właściwie każdy realizator ma tu do pomocy jakąś osobę, asystenci pomagają też aktorom, a to nauczyć się tekstu, a to przygotować się do prób. Gdy już trochę w tym systemie okrzepłam, zorientowałam się, że obecność tych niezwykle oddanych osób to wynik szczególnej troski o komfort pracy i właściwą komunikację. Choć zawsze pracuję ze swoim dramaturgiem czy dramaturżką, w Niemczech każda produkcja ma dodatkowo swojego opiekuna literackiego. Zatrudniony w teatrze dramaturg jest osobą, która nie tylko czuwa nad sensami spektaklu, ale też monitoruje komunikację pomiędzy realizatorami zewnętrznymi a zespołem. W związku z tym, że dobrze zna swoich kolegów, jest w stanie podpowiedzieć nam, jak osiągnąć w naszej pracy z nimi najlepsze efekty. Czego dany aktor w pracy potrzebuje, co mu przeszkadza, czego się boi. Często pomaga także rozwinąć kreatywność danej osoby, podpowiadając na przykład, że lubi ona improwizować czy nałogowo pochłania książki. Bardzo mi się też spodobało, że w niemieckim teatrze praca nad spektaklem zaczyna się dużo wcześniej niż w Polsce. Pół roku wcześniej muszę mieć już obsadę, pomysł na spektakl, aktorzy wiedzą, że pracują ze mną nad konkretnym tytułem. Zdarza się, że w tym czasie za pomocą telefonu czy maila zaczynamy wspólnie rozwijać idee spektaklu i powoli się przygotowywać do prób. Taki system niewątpliwie wszystkim bardzo pomaga, aktor nie jest rzucony na głęboką wodę i spętany świadomością, że w osiem tygodni musi złapać z nami wspólny język, odkryć i wybudować w sobie świat, w którym my realizatorzy żyjemy o wiele dłużej. Wszyscy mają szansę trochę poczytać, poszukać własnych narzędzi, które mogą przynieść ze sobą na próby, realnie poczuć udział w tworzeniu Stereotypowo Niemcy to kraj niezwykle poukładany, funkcjonujący według ściśle określonego porządku. Czy instytucje kultury też takie są?MARCINIAK Owszem, ale bez przesady. W Mannheim przedłużyliśmy trochę próbę generalną Dziewicy Orleańskiej. Jedna z aktorek grała na skrzypcach i mówiła tekst, a w tym samym czasie ekipa techniczna odpowiedzialna za scenografię wkroczyła na scenę, i muszę powiedzieć, że była to jedna z lepszych scen, jakie w życiu widziałam. Oczywiście jest to trochę niekomfortowe, z drugiej jednak strony rzeczywiście wszystko ma swój czas i miejsce. I w głębi ducha cieszę się, że niekiedy dochodzi do takich nieporozumień, gdy ja coś przedłużam, oni wkraczają, a między mną a kierownikiem technicznym pojawia się iskra. Następnego dnia zaś wchodzimy rano na próbę i przybijamy sobie piątkę, śmiejemy się, bo on mówi: jest dziesiąta, spóźniłaś się!DOMAGAŁA Czy wszędzie w Niemczech system pracy wygląda podobnie?MARCINIAK Tak, wszędzie jest podobnie. Reżyser pracuje, jak lubi i potrafi. Jeśli chce szybko odejść od stolika, to nie ma problemu, aktorzy są na to gotowi. Powiem więcej, im szybciej wchodzisz na scenę i zaczynasz eksplorować to, o czym opowiadałeś, tym lepiej. Aktorzy bardzo lubią tę metodę próbowania na zasadzie „co czujemy, co widzimy”. Jedyne, co w mojej pracy w niemieckich teatrach się zmieniało, to okres przygotowania. Raz jest krótszy, raz dłuższy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że gdy przyjeżdżam do teatru z jakimś tekstem, to trzeba go jeszcze przetłumaczyć, musi więc być gotowy miesiąc wcześniej. Potem na jego bazie są oczywiście improwizacje, w trakcie których ciągle się nad nim pracuje. Te przygotowania mogą się wydłużyć, podobnie jak na przykład produkcja scenografii. W tej kwestii też są tu specjalne zasady, na pół roku przed próbami musimy przyjechać do teatru i pokazać gotowe projekty. Z punktu widzenia reżysera to wymagające zadanie, już wtedy bowiem wszystko musi być wymyślone i dopracowane. W procesie przygotowań niewiele rzeczy mogę już zmienić, ale przez to muszę je bardzo precyzyjnie przemyśleć i Czy od razu pracujecie ze scenografią?MARCINIAK Najpierw pokazujemy projekty i makiety scenograficzne, które następnie pozwalają nam sprawdzić rozmiary obiektów czy możliwości, jakimi będziemy dysponować w obrębie danej sceny. Kolejnym krokiem w tej pracy jest przygotowanie roboczej scenografii, w której możemy z jakąś wstępną świadomością już coś komponować. Podobnie jest z kostiumami. Jeśli ktoś ma być w spódnicy, dostaje spódnicę, jeśli ma chodzić na obcasach, to od razu dostaje odpowiednie buty. Na scenę wchodzimy dopiero na dziesięć dni przed premierą, mamy już wtedy jednak gotową scenografię i kostiumy. Dla mnie to bardzo mało czasu, więc ten ostatni okres jest Z tego, co mówisz, w teatrze niemieckim kładzie się duży nacisk na proces powstawania spektaklu, a co z efektem?MARCINIAK Efekt jest tutaj również bardzo ważny. Już w pierwszych rozmowach dyrektor jasno komunikuje, jak wyglądają sprawy. Nie może sobie pozwolić, żeby na dużej scenie, gdzie jest dziewięćset miejsc, wyprodukować tytuł, który ma małe szanse na to, żeby się sprzedać. Oczywiście mogę z nim o tym rozmawiać, tak jak było w Thalia Theater w przypadku Ksiąg Jakubowych, ale startujemy w jasno określonej rzeczywistości. Z tej perspektywy książka Olgi Tokarczuk była bardzo trudnym tytułem na dużą scenę: nie każdy ją czytał, nie każdy zna opowieść o Jakubie Franku. W przypadku niemieckiego widza nie pomaga też fakt, że odnosi się ona do czasów dość odległych, mimo swojej niewątpliwej Czy rodzaj narzuconego tekstu bądź autora – częsty zwyczaj na Zachodzie – jest dla Ciebie więzieniem, czy raczej wyzwaniem?MARCINIAK Dobrym przykładem jest tu Werter w Deutsches Theater. Mieliśmy pracować nad Argonautami na podstawie książki Maggie Nelson, bo marzyłam, żeby wrócić na małą scenę i zrobić spektakl o miłości. Zaproszenie od dyrektora Ulricha Khuona dostałam już po premierze Snu nocy letniej, ale nasz projekt został zawieszony na jakiś czas ze względu na pandemię. Chciałam zrobić Argonautów, bo to taka zupełnie inna opowieść o miłości, a do tego napisana przez Nelson na podstawie osobistych doświadczeń. Gdy się do niej zwróciliśmy z prośbą o prawa, odpisała nam, że absolutnie nie wyraża zgody na taki spektakl, gdyż Argonauci korzystają z życia jej i jej partnera, który wciąż żyje. I wtedy dyrektor zasugerował mi niemiecką klasykę, ze wskazaniem na Büchnera. Zaczęłam myśleć raczej o Werterze, bo jego przypadek wydał mi się ciekawym tematem do zbadania. Tak więc w tych rozmowach z dyrektorami wykuwa się nam wspólna droga, czasem na zasadzie negocjacji, a czasem tupania nogą, jak w przypadku Boksera. To tylko kwestia siły przekonania, że coś będzie Twój niemiecki repertuar układa się w bardzo interesującą linię dramatyczną, jakby tamtejszy teatr najpierw chciał Cię wybadać poprzez Szekspira i Dumasa, potem pozwolił na przedstawienie się przy pomocy dwóch polskich utworów, wreszcie – zachwycony tym, co zobaczył – postanowił oddać Ci do redefinicji swoje mity. Pojawili się natychmiast Schiller, Wagner i Goethe. Czy mam dobrą intuicję, że Szekspir był właśnie taką platformą szukania wspólnego?MARCINIAK Na początku nie wiedziałam, na ile mogę tu stworzyć coś bardziej autorskiego czy wręcz osobistego. Szekspir taką pracę wręcz wymusza, więc z nim czułam się bezpieczniej. Podczas prób okazało się jednak, że trafiłam na grupę wspaniałych aktorów, którzy potrafią zarówno mówić językiem Szekspira, jak i dać dużo od siebie. Wiedziałam już, że mogę wrócić do nich z propozycją o wiele bardziej odważną i Czy na początku bałaś się jakiejś formy niezrozumienia?MARCINIAK Więcej było ciekawości. Obserwowałam, jak młodzi ludzie walczą o to, żeby zachować na scenie szczerość i autentyczność. Raczej nie bałam się żadnych tematów, miałam za to poczucie, szczególnie przy Księgach Jakubowych i przy Bokserze, że trzeba nam dużo delikatności, bo dotykamy kontekstu żydowskiego. Wydaje mi się też, że sposób, w jaki o tym wspólnie rozmawialiśmy, sprawił, że oba te spektakle poruszyły niezwykle trudny temat, nikogo przy tym nie Zastanawiam się, jak wygląda rozpoznawanie pewnych sytuacji w innym kraju, weźmy przykład środowisk LGBT+. W Polsce to problem dużo większy niż w Gdy pracowałam nad Historią przemocy Édouarda Louisa, bardzo ważne było dla mnie, żeby taki spektakl powstał w małym Gnieźnie, a nie w Warszawie czy Gdańsku – inaczej się żyje w homoseksualnym związku w stolicy, a inaczej w mniejszych społecznościach. Scena homoseksualnego zbliżenia w tym spektaklu była jedną z najbardziej romantycznych, ale i stereotypowych, jakie zrobiłam. I posłużyłam się tam tą kliszą celowo. W Niemczech taka scena zabrzmiałaby zupełnie inaczej, mogłaby zostać odebrana wprost A co z prawami kobiet i ich ruchami emancypacyjnymi?MARCINIAK Aktorki, które ze mną pracowały, wciąż mają silną potrzebę, by opowiadać, jak muszą walczyć o swoje. W sensie społecznym nie jest to więc zamknięty temat, mimo że jesteśmy tutaj na pewno o krok dalej niż w Polsce. Mnie fascynują w tych rozważaniach mechanizmy, za pomocą których patriarchalne społeczeństwo wymusza na kobietach przybranie męskiej zbroi, gdyż tylko w ten sposób udaje się uzyskać uprawnioną przez nie równość. To jest coś, przeciwko czemu ja się bardzo buntuję i staram się ciągle o tym Nie o tym czasem jest Dziewica Orleańska?MARCINIAK O tym jest i Dziewica, w kontekście losów Joanny, ale i Werter w odniesieniu do Lotty, o próbach kobiecego życia bez Czy dobrze myślę, że przyjeżdżasz do Niemiec ze swoimi pomysłami, ale modyfikujesz je pod wpływem spotkanych ludzi? Uczysz się od nich tak samo, jak oni od Ciebie?MARCINIAK Tak. Uczymy się razem przede wszystkim tego, czego w teatrze chcemy i tego, na co nie ma naszej zgody. Jeżeli są w tekście sceny przemocy, to zastanawiamy się wspólnie, jak zacząć taką scenę, kiedy przestać ją grać albo jak ją teatralnie skomentować w taki sposób, żeby tej przemocy nie reprodukować. Gdy dla odmiany zastanawiamy się, czym jest w teatrze cierpienie, i nasza rozmowa staje się interesująca, decyduję się taką rozmowę włączyć do spektaklu, gdyż wciąga widza w proces, jaki nam towarzyszył na próbach. Zawsze zresztą staram się te najmocniejsze momenty naszego procesu jakoś odbiorcy Czy były momenty, w których aktorzy Cię trochę powstrzymywali, znając swoje ograniczenia?MARCINIAK Oczywiście. Istnieją na przykład ograniczenia, szczególnie językowe, związane z Holokaustem i tematami żydowskimi. Nie wszystkie zapisane w tekście słowa mogą paść z niemieckiej sceny. W pierwszym monologu Wertera o śmierci bohater mówi, że czeka nas tylko koniec, i że „w tej drodze do końca możemy co najwyżej dodać gazu”. Właśnie owo „Gas geben” z berlińskiej ani żadnej innej sceny paść absolutnie nie może. Musieliśmy więc to zamienić na czasownik „przyspieszyć”. Gdy widzę ogrom pracy, który Niemcy włożyli, żeby odrobić tragiczną lekcję nazizmu, jestem pod wielkim wrażeniem. My Polacy moglibyśmy się od nich naprawdę uczyć, biorąc pod uwagę to, jak wygląda dzisiaj tolerancja w tym Jak wygląda w niemieckim teatrze kwestia reprezentacji? Czy Żyd musi grać Żyda, a gej geja?MARCINIAK Mam wrażenie, że dyskusja odbywa się już na poziomie konstruowania zespołu aktorskiego w teatrach czy zapraszania do współpracy reżyserów z innych krajów. Zatrudniamy aktorów różnego pochodzenia i podchodzimy do nich z dużym szacunkiem i odpowiedzialnością. Mam na myśli to, że aktor o innym kolorze skóry nie jest tu tylko po to, żeby grać Otella. Jest częścią zespołu i ma za zadanie przygotowywać role, brać udział w projektach, które będą uwalniały jego kreatywność czy rozwijały talent. Polskie społeczeństwo jest właściwie jednolite, dobrze by było, gdyby dyrektorzy naszych teatrów w końcu się otworzyli na reżyserki i reżyserów z zagranicy. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce jest to trochę trudniejsze Dobrze, to jak było z tymi Polakami w Niemczech? Już powiedziałaś, że nie było najłatwiej przekonać dyrektora Thalia Theater do polskich Jeśli chodzi o Polaków w Niemczech, to Szczepan Twardoch robi tu spektakularną karierę, jego książki są bardzo popularne, czemu wcale się nie dziwię. Nasze rozmowy z Joachimem Luxem o Bokserze to było bardziej droczenie się niż poważna dyskusja, choć rozumiałam jego obawy. Łatwiej było Peterowi Carpowi ocenić mnie na podstawie tego, co zrobiłam ze starym i znanym tekstem Szekspira, niż Joachimowi, biorącemu pod uwagę adaptację współczesnej powieści Twardocha. Jeśli zaś chodzi o Księgi Jakubowe, to wprawdzie uważam, że nasz spektakl dla publiczności dużej sceny może być wymagający, ale w moim odczuciu jest on niezwykle potrzebny, i bardzo dziękuję Joachimowi, że podjął to Czy trzeba było więcej tłumaczyć aktorom, poszerzać kontekst obu powieści?MARCINIAK Rzeczywiście było to wymagające i czasochłonne, gdy więc zajęłam się Schillerem czy Goethem, poczułam ulgę. Jeśli chodzi o Boksera i Księgi Jakubowe, to najpierw czytaliśmy literackie pierwowzory, potem omawialiśmy recepcję, a na końcu wyrażaliśmy, co w związku z tym wszystkim czujemy. W przypadku jednej i drugiej książki pojawiały się na przykład pytania o przemocowość bohaterów w stosunku do dzieci czy kobiet, o to, jak chcemy opowiadać te historie i czy musimy być wierni fabułom. Odparłam, że wcale nie, zwłaszcza że Kum Kaplica sypiający z dwunastolatką w Królu jest dla mnie, i pewnie dla większości ludzi dzisiaj, nie do Teraz robisz właściwie tylko niemiecką klasykę: Goethe, Schiller, Wagner. Czy to dla Ciebie obciążające?MARCINIAK Najbardziej wymagający był Schiller i jego Dziewica Orleańska, jeśli zaś chodzi o Wertera, to poczułam w sobie gotowość do opowieści smutnej, ale opowiedzianej za pomocą lekkiego teatru. Jest to wprawdzie historia o samobójstwie, ale zrealizowana w formie ironicznej czy wręcz metateatralnej. Mam wrażenie, że język Goethego w przypadku Wertera bardzo nam pomagał. W adaptacji Jarka Murawskiego jest go sporo, aczkolwiek powstała zupełnie inna historia. Napisana dzisiaj – w czasach, kiedy miłość może mieć bardzo różne oblicza – opowiada o powolnym odchodzeniu z tego świata, stopniowym zanurzaniu się w ciemności. Chcieliśmy też sprawdzić, jak to się dzieje, że społeczeństwo wciąż wręcz zmusza współczesnych Werterów do czynów podobnych do tego, który opisał Czy mierzyłaś się tylko z niemieckimi mitami, czy także z bogatą tradycją ich odczytania?MARCINIAK Przede wszystkim rozmawiałam z aktorami, choć bardziej od samej fabuły Goethego interesowało mnie to, jak dziś jest w Niemczech odbierany gest samobójstwa z miłości. Werter to także spektakl o systemie patriarchalnym, o tym, czym jest małżeństwo. Bardzo nas interesowało, jak w nowoczesnej Europie postrzega się związki. Jako że są one bardzo krótkie, bo szybko zmieniamy partnerów, istotna stała się w takim kontekście trudność mówienia o samobójstwie z Po prostu się rozchodzimy…MARCINIAK Albo szukamy innych konstelacji. I choć Werter żyje w jednym z takich układów, wciąż pozostaje niezaspokojony i samotny. A nas, mam takie wrażenie, przejmuje jego los, bo tak naprawdę to opowieść o nas wszystkich, historia naszego wykluczenia i A co z Dziewicą Orleańską, to tekst znany w Niemczech?MARCINIAK W Niemczech wystawia się Schillera bardzo dużo, ale zazwyczaj są to Zbójcy albo Intryga i miłość. Ostatni raz Dziewica Orleańska była inscenizowana kilka lat temu. Mogę powiedzieć, biorąc pod uwagę oczekiwania widowni, że nie jest to najpopularniejszy z tekstów A co z językiem, osobnym bohaterem świata Schillera i Goethego?MARCINIAK Było to duże wyzwanie, zwłaszcza w przypadku Dziewicy Orleańskiej, gdyż premierę przygotowywałam na okoliczność Dni Schillera. W związku z tym adaptacja tekstu napisana przez Joasię Bednarczyk musiała zawierać w sobie oryginalny tekst dramatu. Język był więc w tej produkcji bardzo ważny, ja zaś w tej kwestii zdana byłam na współpracę z dramaturgami niemieckimi. Musieliśmy wspólnie zdecydować, jak mówimy tego Schillera, żeby go można było rozpoznać, żeby miał swój wewnętrzny rytm i melodię. Jeśli chodzi o powieść Goethego, najważniejsze dla mnie było to, by grający Wertera Marcel Kohler mógł w tych zdaniach odnaleźć siebie i swoją Ostatnia rzecz, Złoto Renu w szwajcarskim Bernie – to pierwsza opera, prawda?MARCINIAK Tak, to była moja pierwsza opera, doświadczenie ekstremalnie trudne i stresujące. Zwłaszcza że nie mówię po niemiecku i nie czytam nut. Na szczęście jestem w Niemczech pod opieką agenta, Konrada Spieglera, towarzyszącego mi przy wszystkich niemieckich produkcjach. Stwierdził, że potrzebuję dramaturga, który umie czytać nuty i ma duże doświadczenie w pracy z operą. Zaproponował mi Mirona Hakenbecka, współpracownika Krzysztofa Warlikowskiego. Miron jest Niemcem urodzonym w Berlinie, który nauczył się polskiego. Szaleniec! Konwersowaliśmy najpierw na Zoomie, żeby się poznać. Pierwsze spotkanie na żywo, gdy Miron przyniósł ogromny zeszyt z nutami, przeraziło mnie, ale potem dostałam od niego wielką lekcję tego, jak pracuje się w operze. Miron pokazał mi, że wyobraźnia, w której obraz łączy się z intensywną pracą z aktorem, jest nieograniczona. Dziękuję dyrektorowi Florianowi Scholzowi, że mi zaufał. Oczywiście dostałam propozycję zrobienia całej tetralogii, ale nie wiem, czy podołam, nie mogę więc mu tego Czego się nauczyłaś jako reżyserka w operze?MARCINIAK Opera to forma, która wprawdzie trzyma cię w jakichś ryzach, ale tak naprawdę od ciebie zależy jej interpretacja. Największą pracę wykonuje się przed rozpoczęciem prób. Główne zadanie to zaś odpowiedź na pytanie, o jakim świecie chcesz opowiedzieć, kim są bohaterowie i jakie są między nimi relacje. Jeżeli to wszystko wymyślisz, to potem już możesz niuansować. Dużo zależy od śpiewaków: niektórzy są wspaniałymi aktorami, czyniąc z muzyki narzędzie pogłębiające emocje postaci, inni z kolei, nie dysponując wielkim talentem dramatycznym, przygotowują piękne role przy pomocy kostiumu, sytuacji i A co ze skrótami? Czy nie przeszkadzała Ci niemożność wycięcia czegokolwiek?MARCINIAK W przypadku Wagnera tak, dlatego mam nadzieję, że trafię wkrótce na innych Czego Ci z całego serca życzę, dziękuję bardzo za To ja dziękuję i zapraszam na swoje spektakle. Smutne filmy o miłości do płakania to historie i o pierwszej miłości, i o miłości przerwanej przez tragedię albo takiej, którą przyćmiła straszna choroba. W naszym rankingu jest też film o miłości matki do córki i taki, który opowiada o mężczyźnie zakochanym w… systemie komputerowym. Różnią się długością, okresem powstania i fabułą, ale jedno jest pewne: każdy z nich wzruszy cię do łez! Smutne filmy o miłości ogląda się nie tylko wtedy, gdy mamy złamane serce. Czasem po prostu warto się posmucić, przeżywając miłosne rozterki innych. Filmy o miłości, tak jak to bywa w życiu, nie zawsze muszą bowiem kończyć się happy endem. Często mogą być też odpowiedzią na własne rozterki miłosne. Niekiedy jednak te smutne zakończenia – które z pewnością doprowadzą was cię do łez – stanowią otwarcie dla całkiem nowego rozdziału. To oczyszcza, ale i napawa nadzieją. W naszym rankingu zebraliśmy 15 takich dzieł - od kultowych klasyków, aż po nowe produkcje. Na pewno więc znajdziesz wśród nich takiego wyciskacza łez, który spełni twoje oczekiwania!Smutne klasyki, czyli kultowe filmy o miłości „Tacy byliśmy” (1973) - jedna z najpiękniejszych i najbardziej utrwalonych w popkulturze historii miłosnych. Stany Zjednoczone, lata 30. XX wieku. Barbra Streisand i Robert Redford w rolach dwojga całkowicie różnych i niepasujących do siebie osobach. Ona jest zaangażowaną politycznie aktywistką, Żydówką, a on – zblazowanym dandysem anglosaskiego pochodzenia, zupełnie ignorującym napiętą sytuację w kraju i na świecie. Mimo tych różnic, coś nieustannie ich do siebie przyciąga. Parę lat po wojnie Katie i Hubbell spotykają się ponownie, a wtedy nie są już w stanie powstrzymać łączącej ich więzi. Choć biorą ślub, a Katie zachodzi w ciążę, ich różnice i odmienne postrzeganie świata znowu zaczynają im wadzić. Gdy lata po rozwodzie Katie i Hubbell przypadkiem spotykają się w Nowym Jorku, jasne jest, że ich miłość nigdy nie miała szans na przetrwanie. Pozostaje im tylko z żalem zatęsknić za „tym, jacy byli”. Film zasłynął nie tylko z popisowych ról Redforda i Streisand, ale i z wykonanej przez aktorkę tytułowej piosenki, którą nagrodzono Oscarem. „Stalowe magnolie” (1989) - kultowy klasyk, który wyciska łzy nawet 30 lat po premierze. „Stalowe magnolie” to melodramat w gwiazdorskiej obsadzie, wśród której znalazły się Sally Field, Shirley MacLaine, Dolly Parton i młodziutka Julia Roberts, w jednej ze swoich pierwszych filmowych ról. „Stalowe magnolie” to historia grupy bliskich przyjaciółek z małego miasteczka na amerykańskim Południu. Ich bliska więź zostaje wystawiona na próbę, gdy córka jednej z nich, mimo ciężkiej choroby, decyduje się na dziecko. Gdy kobieta umiera, przyjaciółki otaczają jej zrozpaczoną matkę wsparciem, ciepłem i miłością. Dodają jej w ten sposób siły na pogodzenie się ze stratą i wychowanie ukochanego wnuka, dla którego jej córka poświęciła swoje życie. „Moja dziewczyna" (1991) - Macaulay Culkin, czyli filmowy Kevin, w wyjątkowo słodko - gorzkim filmie o pierwszej miłości i o pierwszej stracie. „Moja dziewczyna” to chyba jeden z najbardziej poruszających obrazów, w którym pojawia się wątek śmierci dziecka. Tym bardziej, że ta jest zupełnie niespodziewana, zaskakująca i po latach wciąż boli tak samo mocno, jak podczas oglądania tego filmu pierwszy raz. Historia powoli rozwijającego się między nastoletnimi bohaterami uczucia to piękny obraz młodzieńczej miłości. A jej bolesny koniec to doskonały pretekst do refleksji i rozmowy na temat żałoby po stracie kogoś bliskiego i godzenia się z nią. „Titanic”, (1997) - jeden z największych kasowych hitów w historii kinematografii to też jednocześnie jedna z najbardziej poruszających historii miłosnych uwiecznionych okiem kamery. „Titanic”, opowieść o „zakazanej” miłości i tragedii, która stanęła jej na przeszkodzie, to film epicki, choć momentami bardzo intymny. Wiele scen i cytatów z filmu Jamesa Camerona na stałe wpisało się do historii popkultury, nie mówiąc już o ściskającej za serce balladzie „My Heart Will Go On”, promującej obraz piosence w wykonaniu Celine Dion. Popisowe role młodziutkich Kate Winslet i Leonardo DiCaprio zachwycają nawet ponad dwie dekady po premierze, a dbałość o historyczną akuratność i dopracowane w każdym szczególe stroje i dekoracje sprawiają, że „Titanic” nigdy się nie znudzi. Nawet mimo tego, że wszyscy doskonale znamy jego zakończenie. Smutne filmy o miłości, którą zabija codzienność „Droga do szczęścia” (2008) - Kate Winslet i Leonardo DiCaprio znowu razem, i znowu nie jest im dane cieszyć się spokojnym życiem. „Droga do szczęścia” to jednak film, który przedstawia miłosne rozterki zupełnie inaczej niż „Titanic”. Grani przez gwiazdy bohaterowie to para małżonków, którzy z pozoru wiodą idealne życie. Wizerunek perfekcyjnej rodziny to jednak tylko przykrywka: tak naprawdę April i Frank nie mogą się znieść, obarczając się winą za swoje życiowe niepowodzenia. Choć przed znajomymi i rodziną przyjmują wspólny front, ta fasada powoli zaczyna pękać. Wzajemna niechęć rzuca małżonków w wir przygodnych romansów i alkoholu, doprowadzając ich rodzinę do ruiny. A gdy ostateczna próba uratowania tego związku spala na panewce, April podejmuje decyzję, która będzie miała tragiczne skutki. „Blue Valentine” (2010) - siła tego emocjonalnego dramatu z 2010 roku tkwi w jego prostocie. Bohaterom „Blue Valentine” (w tych rolach świetni Michelle Williams i Ryan Gosling) towarzyszymy bowiem od początku ich znajomości, przeradzającej się w głębsze uczucie, aż po kompletny rozpad tej relacji. Obserwowanie, jak miłość zamienia się w niechęć i nienawiść, jest wstrząsające, choć przecież zupełnie zwyczajne, a w dzisiejszych czasach całkiem powszechne. Jednak ze względu na wyjątkową chemię, jaką Williams i Gosling mają ze sobą na ekranie, która dodaje tej historii szczególnego realizmu, film uderza widza niczym obuchem w głowę, wywracając do góry nogami wszystko to, co myślimy o „zwyczajnych” związkach. „Blue Valentine” to film trudny i do bólu szczery. Lepiej nie oglądać go też razem ze swoim partnerem – atmosfera po zakończeniu seansu może nie być zbyt komfortowa! „Miłość”, (2012) - jeden z najbardziej wstrząsających, poruszających i brutalnie prawdziwych filmów ostatnich lat to historia miłości, którą powoli wymazuje z umysłu straszna choroba. Bohaterami „Miłości” jest starsze małżeństwo emerytowanych nauczycieli muzyki (w tych rolach nominowana do Oscara Emmanuelle Riva i nesto francuskiego kina Jean-Louis Trintignant). Ich życie wydaje się być spokojne i pozbawione szczególnych trosk, do momentu, gdy Anne niespodziewanie dostaje udaru. Atak i nieudana operacja pozostawiają ją częściowo sparaliżowaną. Georges, choć sam jest w podeszłym wieku, postanawia kompletnie poświęcić się opiece nad ukochaną żoną, obiecując jej, że pod żadnym pozorem nie pozwoli na oddanie jej do ośrodka opieki, na co nalega mieszkająca za granicą córka pary (w tej roli Isabelle Huppert). Gdy Anne doznaje kolejnego udaru, który odarł ją nie tylko z mowy i ruchu, ale i z pamięci, zdruzgotany Georges podejmuje najtrudniejszą decyzję w życiu. Wstrząsająca brutalność opowiedzianej w „Miłości” historii zmusza do zastanowienia się nad tym, jak my sami zachowalibyśmy się w obliczu choroby ukochanej osoby. Zobacz także: Najlepsze filmy psychologiczne. 15 tytułów, dzięki którym inaczej spojrzysz na życieIle dałbym, by zapomnieć cię, czyli smutne filmy o czasie i pamięci „Zakochany bez pamięci” (2004) - niektórzy (może większość?) z nas oddałoby wiele, gdybyśmy mogli wymazać z pamięci wszystkie wspomnienia o nieudanej albo utraconej miłości. Bohaterowie „Zakochanego bez pamięci” mogą to wypróbować, ponieważ decydują się na wymazanie wspomnień o swoim dwuletnim związku. Gdy jednak proces, wymagający od uczestników przeżycia wszystkich wspomnień o drugiej osobie jeszcze raz, prawie dobiega końca, Joel (w tej roli Jim Carrey) odkrywa, że… wcale nie chce zapomnieć o Clementine (Kate Winslet). Próbując przechytrzyć system, para znajduje sposób na to, by pozostać w swojej pamięci, mimo wymazania wspomnień. To daje im szansę na ponowne spotkanie i próbę zrozumienia, czemu za pierwszym razem im nie ze sobą nie wyszło. „Zakochany bez pamięci” łączy humor komedii romantycznej z niepokojącymi wątkami wprost z thrillera psychologicznego, co czyni go jednym z najoryginalniejszych i najciekawszych filmów XXI wieku. „Jeden dzień” (2011) - ile można się o kimś dowiedzieć, widząc go przez lata tylko raz w roku? Taka nietypowa więź nawiązuje się między Emmą (Anne Hathaway) a Dexterem (Jim Sturgess), którzy poznają się przypadkiem po ukończeniu studiów i spędzają ze sobą jedną noc. Od tamtej pory, niemal co roku, spędzają wspólnie jeden dzień. Ich życie w tym czasie toczy się dalej, osobno, choć na swój sposób wciąż razem. Ich relacja wystawiona jest na liczne próby, nowe związki, narodziny dzieci, choroby i uzależnienia. Co roku jednak znajdują dla siebie tytułowy „Jeden dzień”, by czasem sprawdzić, czy wciąż jeszcze się lubią, czasem, by się pokłócić, a jeszcze innym razem – by przypomnieć sobie, że połączyła ich wyjątkowa więź. Gdy wreszcie zbliżają się do siebie na tyle, by rozpocząć wspólne życie, los ma dla nich potężny cios. „Ona" (2013) - czy w społeczeństwie przyszłości relacje takie, jak ta, o której opowiada „Ona”, będą na porządku dziennym? Zdruzgotany po rozwodzie pisarz Theodore (fenomenalny Joaquin Phoenix) nie radzi sobie z samotnością. Nie znosi ludzi, więc postanawia sprawić sobie towarzyszkę w postaci… nowoczesnego programu komputerowego pełniącego rolę wirtualnego asystenta. Od tej pory zmysłowy głos Samanthy (Scarlett Johansson), jak nazywa program Theodore, towarzyszy mu od rana do wieczora. Z czasem między człowiekiem a maszyną rodzi się głęboka więź, którą Theodore zaczyna porównywać z miłością. „Ona” nie wydaje się na pierwszy rzut oka filmem smutnym samym w sobie, jednak przedstawiona na ekranie wizja świata przyszłości i metod radzenia sobie z samotnością jest co najmniej przygnębiająca, a na pewno bardzo niepokojąca. Choć być może już jesteśmy świadkami stawania się tej wizji rzeczywistością? „La La Land” (2016) - czy kolorowy musical pełen tańca i śpiewu może być jednym z najsmutniejszych filmów o miłości, który w dodatku doprowadzi cię do łez? Cóż, nie przekonasz się, dopóki go nie obejrzysz. „La La Land”, pod płaszczykiem pełnej optymizmu opowieści o walce o realizację marzeń i spełnienie w Mieście Aniołów, maluje bowiem dość przygnębiający obraz tego, że… chyba nie można mieć w życiu wszystkiego. I że za sukcesy trzeba zapłacić w inny sposób, tracąc coś, co było równie ważne, a może nawet najważniejsze. Zaskakujące zakończenie musicalu z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem początkowo rozczarowuje, potem zaczyna irytować. Ostatecznie jednak godzimy się z nim, bo przecież życie to nie scenariusz hollywoodzkiego filmu – w nim nie zawsze jest happy end. Pod tęczową flagą: najsmutniejsze filmy o miłości LGBT „Brokeback Mountain” (2005) - siłą dobrego kina jest jego uniwersalność. I choć akcja „Brokeback Mountain” toczy się w połowie XX wieku na amerykańskiej prowincji, a jej bohaterami jest dwóch kowbojów, to przesłanie tej historii jest uniwersalne i może się z nim utożsamiać każdy. Zakazana miłość dwóch mężczyzn to tylko pretekst do opowiedzenia o tym, że czasem zwyczajnie nie możemy być z tą osobą, na której najbardziej nam zależy. Film Anga Lee doceniany jest przede wszystkim w kontekście porywających kreacji Heatha Ledgera i Jake’a Gyllenhaala, którzy wcielają się w nim w główne role. Na uznanie zasłużyły też jednak Michelle Williams i Anne Hathaway, które niezwykle przekonująco wypadają jako ich upokorzone, zdradzone, ale jednak kochające żony. „Życie Adeli, Rozdziały I i II” (2013) - obsypany nagrodami, wybitnie realistyczny portret nastoletniej Francuzki, która po przypadkowym spotkaniu studentki malarstwa, zaczyna odkrywać swoją seksualność. Choć wydaje się, że Adele i Emmy pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a łącząca je relacja budzi sensację wśród rówieśników nastolatki, ich związek rozkwita. „Życie Adeli” zaskakuje realizmem, odstrasza długością (film trwa trzy godziny), a momentami wprowadza widza w nie lada zakłopotanie długimi scenami łóżkowych to jednak przede wszystkim bardzo intymne spojrzenie na kwestię budzącej się seksualności, a także budowania i rozwoju relacji. To też analiza tego, jak długo możemy tkwić w związku, w którym zaburzona jest równowaga między partnerami. Rozpad tej relacji to dla Adele punkt przełomowy, który zadecyduje o tym, w jakim kierunku potoczą się jej losy. „Moonlight” (2016) - zdobywca Oscara dla Najlepszego Filmu i jeden z najważniejszych amerykańskich obrazów ostatnich lat. „Moonlight” to historia pochodzącego z Miami chłopca, który próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Nie jest to łatwe. Najpierw musi stawić czoła znęcającej się nad nim matce-sadystce, okrutnym rówieśnikom ze szkoły i trudnym do zrozumienia uczuciom do kolegi. Bohaterowi towarzyszymy od czasów dzieciństwa, przez okres dojrzewania, aż do czasu, gdy staje się młodym mężczyzną. Jego rozterki związane z akceptacją własnej natury i poszukiwaniem właściwej drogi grają na strunach serca i poruszają głęboko uśpione w nas emocje. Wielkim atutem „Moonlight” jest nie tylko przepięknie napisany scenariusz, ale również fantastyczne zdjęcia, ścieżka dźwiękowa i gra aktorska. To jeden z tych „małych-wielkich” filmów, które pozostawiają w nas trwały ślad, skłaniając do wewnętrznych poszukiwań i refleksji. „Tamte dni, tamte noce” (2018) - obsypany nagrodami film, który był wydarzeniem 2018 roku. Latem 1983 roku Oliver (w tej roli Armie Hammer) przyjeżdża do położonego w malowniczej części północy Włoch domu swojego uniwersyteckiego profesora. Tam poznaje jego syna, Elio (wyróżniony nominacją do Oscara Timothee Chalamet), 17-latka, który z miejsca zaczyna się nim fascynować. Pomiędzy młodymi mężczyznami z wolna rodzi się coraz bardziej intymna więź, przerywana nieporozumieniami, odtrąceniami i próbami przeżycia letnich romansów z przedstawicielkami płci pięknej. Uczucie między Oliverem a Elio okazuje się jednak silniejsze i mężczyźni spędzają pełne namiętności lato, decydując się nawet na wspólny wyjazd w góry. Kres ich radości przynosi koniec lata – i powrót Olivera do Stanów Zjednoczonych - gdzie czeka na niego narzeczona. Zdruzgotany Elio nie może pogodzić się z tą stratą, ale niespodziewanego wsparcia udziela mu ojciec, dzieląc się z nim własnym wspomnieniem o straconej szansie na miłość. „Tamte dni, tamte noce” to nie tylko wzruszająca (i, podobnie jak „Brokeback Mountain”, bardzo uniwersalna) historia miłosna, ale również prawdziwa uczta dla zmysłów. Przepiękna architektura włoskich miasteczek, kostiumy w stylu lat 80. i zachwycająca ścieżka dźwiękowa zachwycą każdego. Zobacz także: Najbardziej wzruszające filmy w historii kina. TOP 36 wyciskaczy łez